MARIUSZ POSTAWNY
PREZYDENT WSTĄPIŁ DO NIEBA???

W katolickiej Wenezueli rodzi się kult nowego świętego. Jego małą figurkę można kupić już za kilkanaście dolarów, a masywny, ponad metrowy postument za 150$.

Wenezuelska telewizja Maduro ogłosiła niedawno: Wiemy, że nasz komendant, który podobnie jak Syn Boży przybył, aby "bronić tych, którzy nic nie posiadają, (...) stanął teraz przed obliczem Chrystusa Zbawiciela", co oznacza, że "nadeszła teraz godzina Ameryki Łacińskiej”. Ulica modli się do niego słowami: „Chavezie nasz, który wstąpiłeś do nieba”.


Oczywiście można by się z politowaniem uśmiechnąć nad prymitywizmem i głupotą indiańskich katolików, którym nowa wiara miesza się ze starą. Ale warto na chwilę zatrzymać się przed tym pochopnym osądem. Czy czasem południowoamerykańscy Indianie nie postępują bardziej racjonalnie od wielu mieszkańców Europy, zwłaszcza Europy Wschodniej? Oni przynajmniej sami wybierają swoich świętych (w innych częściach Łacińskiej – czyli katolickiej – Ameryki powszechnie czci się mafijnych bossów, których uważa się za dobroczyńców biedoty). Może to pozostałość samodzielnego myślenia i cichego buntu przeciw białym konkwistadorom? U nas już lud jest bardziej uległy i czeka na wytyczne z „góry” – jeśli Watykan uzna kogoś oficjalnie za świętego, to już można kierować do niego modlitewne petycje. Wyjątkiem, wskazującym na pewne zrewoltowanie katolickiego ludu Europy, był kult Karola Wojtyły, któremu pomniki stawiano już za życia, a na pogrzebie słychać było głosy „Santo subito” (natychmiast święty). Dla chrześcijanina szczytem pogaństwa była próba uczynienia Maryi „współodkupicielką” wraz z Chrystusem (dodatkowo: „Pośredniczką Łask Wszelkich i Pocieszycielką). Taki postulat miał nadzieję na realizację podczas Soboru Watykańskiego II, ale ostatecznie sobór nie ogłosił kolejnego dogmatu maryjnego (poprzedni najbardziej kontrowersyjny to „niepokalane poczęcie” z roku 1854). Podobną linię przyjęła Międzynarodowa Papieska Akademia Maryjna, która w 1996 r. w Częstochowie orzekła: „Nie jest słuszne, aby schodzić z drogi wyznaczonej przez Sobór Watykański II i ogłaszać nowy dogmat”. (Pomimo nacisków m.in. Teresy z Kalkuty, która w 1993 r. napisała: „Papieskie zdefiniowanie prawdy o Maryi jako Współodkupicielce, Wszechpośredniczce i Pocieszycielce przyniesie Kościołowi wielkie łaski”, oraz faktu, że Jan Paweł II kilkukrotnie w przemówieniach tytułował Maryję współodkupicielką. Ciekawostką jest, że ani razu nie uczynił tego w ogłoszonych przez siebie dokumentach mariologicznych. Wskazuje to na podwójny przekaz Watykanu tamtych czasów – inny dla ludu, a inny dla teologów). Konsekwentnie ostre stanowisko w tej sprawie zajmował były papież, kard. Ratzinger: „»Współodkupicielka« mocno odbiega od języka Biblii i Ojców Kościoła, przez co rodzi nieporozumienia. (…) nie można zapominać o Chrystusowym »najpierw«: wszystko pochodzi od Niego, jak czytamy zwłaszcza w Liście do Efezjan i Liście do Kolosan; również Maryja właśnie Chrystusowi zawdzięcza wszystko, czym jest. Wyrażenie »Współodku-picielka« przesłoniłoby to źródło”.

Wraz z nowym papieżem zapewne ponownie otworzy się dyskusja w tej kwestii. Biorąc pod uwagę wyraźne nawiązywanie Franciszka do Jana Pawła II oraz jego gorliwość w „puszczaniu oka” do oczekiwań ludu (ostatnio pytany o księży sodomitów odparł: „Jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać?”), można mieć obawy, że i ta przeszkoda w przesłanianiu Jezusa Biblii „ludzkimi wynalazkami” zostanie w kościele katolickim pokonana. I jak tu nie mieć uznania dla religijnej twórczości wenezuelskich Indian?




autor:
dodano: 2013-09-30/ czytano: 986



  Jak się nazywasz:
  Twój mail:
  Twój komentarz:
Przepisz kod z obrazka:


Góra strony     Strona poprzednia

Wydawca: Kościół Nowego Przymierza w Lublinie