TWÓJ RUCH
W TATRACH SŁOWACKICH

Tymek, Eunika, Kornelia, Róża, Wojtek, Ewa, Piotr, Paweł, Marzena, Ela - oto imiona dziesięciu śmiałków, którzy postanowili przełamać utarte szlaki pokonywane każdego dnia i stawić czoło wyzwaniu. Cel: Tatry Słowackie!

Pierwszy dzień wyprawy to przejście do schroniska nad Zielonym Stawem. Deszczowa aura (pod koniec dnia) zatrzymała się w Tatrach na dłużej i pozwoliła rano troszkę pospać xD. A kolejnego dnia zdobywaliśmy Jagnięcy Szczyt.

Trzeci dzień - kierunek Chata Téryego.

Tego dnia pokonaliśmy długą trasę, aby w końcu odpocząć w schronisku położonym na wysokości 2015 m n.p.m. Mimo licznych niedogodności, jak brak łazienki oraz niska temperatura na zewnątrz, co odważniejsi zapewnili sobie odrobinę komfortu, zażywając zimnych kąpieli w pobliskim stawie.

Ostatni dzień to zdobycie Lodowej Przełęczy i powrót do Polski.

Tegoroczny rajd w Tatry był okazją do przeżycia wakacyjnej przygody, zacieśnienia przyjaźni, był także lekcją cierpliwości oraz okazją do przełamywania lęków. Każdego dnia na szlaku towarzyszył nam gwar rozmów i śmiechu. Ela

Wróciliśmy szczęśliwie z kolejnej wyprawy w Tatry. To najważniejsze. Warunki nie były łatwe. Szliśmy na ciężko, ale nikt nie narzekał. Wszystkim uczestnikom należą się gratulacje, gdyż każdy dawał sobie radę w trudnych chwilach. Dziękuję Wam i do zobaczenia na szlaku! Tymek

Świetna ekipa, atmosfera i widoki. Najlepsze momenty – wieczór i poranek w Chacie Téryego, wspinaczkowy klimat i gulasz na 2015 m – niezapomniane. Ja chcę jeszcze raz! (Na Czerwoną Ławkę ;) Eunika

W Tatrach byłam drugi raz, w Tatrach Słowackich po raz pierwszy. Nasz rajd zaczął się we wtorek po południu i trwał w sumie aż do piątkowego wieczoru. Dzięki Bogu wszyscy wróciliśmy cali i zdrowi, a także wzbogaceni o niecodzienne doświadczenia. Pobyt w górach był niezłą lekcją pokory i wytrwałości, a także dobrym treningiem fizycznym. Wiele rzeczy na pewno zapadnie mi w pamięć, ale niewątpliwie najbardziej przychodzą mi na myśl wieczory, kiedy już zmęczeni i senni zalewaliśmy drogocennym (nawet bardzo drogim :P) wrzątkiem zupki chińskie i słodkie chwile. Było wiele zabawnych sytuacji (które zawsze chyba najbardziej lokują się w pamięci), jak również momenty powagi i skupionych przemyśleń w milczeniu. Mieliśmy też różnoraką pogodę - trochę deszczu, trochę słońca, a nawet burzę i mgłę, dzięki czemu mogliśmy podziwiać górskie krajobrazy z różnych perspektyw pogodowych. Róża

Trochę deszczu, trochę słońca. Trochę mgły, trochę widoków. Dużo śmiechu i wyzwań. Wychodzenie z własnej strefy komfortu. Pierwsza wspinaczka przy pomocy łańcucha. Zdobyty szczyt. Tak zapamiętam ten wyjazd w Tatry Słowackie. Wojtek

Przełam bariery, Wyjdź ze strefy bezpieczeństwa – te hasła znalazły zastosowanie podczas pieszego rajdu górskiego w Wysokie Tatry Słowackie. Niektórzy z nas musieli po raz pierwszy zmierzyć się z łańcuchami przy stromych podejściach na szczyty oraz pokonać lęk wysokości. Rajd był również sprawdzeniem naszej kondycji fizycznej, gdyż przez zdecydowaną większość wycieczki szliśmy ,,na ciężko” – to znaczy ze wszystkimi rzeczami niezbędnymi do czterodniowej włóczęgi.

Pierwszego dnia wędrówki niewielki fragment łańcuchów zamontowany przy bezpiecznym przejściu pozwolił nam zapoznać się z tym, co czeka nas później. W otoczeniu tatrzańskiej roślinności (którą w kolejnych dniach na większej wysokości zastąpiły nagie skały) dotarliśmy do Przełęczy pod Kopą (1750 m n.p.m.), która stanowi granicę pomiędzy Tatrami Wysokimi i Bielskimi. Następnie z wysokości 1933 m n.p.m. (Głupia Przełęcz) zeszliśmy do Schroniska nad Zielonym Stawem, położonym na wysokości 1551 m n.p.m. Wszyscy byliśmy zgodni, że monumentalne szczyty otaczające Staw Kieżmarski są jak z bajkowego pejzażu.

W tym samym schronisku mieliśmy pozostać także kolejną noc, więc drugiego dnia mogliśmy zostawić większość naszych rzeczy. Według planu o poranku powinniśmy wyruszyć na Jagnięcy Szczyt (2230 m n.p.m.). Niesprzyjające warunki atmosferyczne w postaci opadów deszczu zmusiły nas jednak do przesunięcia godziny rozpoczęcia wędrówki. Kiedy wreszcie wyszliśmy, na szlaku natrafiliśmy na łańcuchy mogące niektórych z nas przerazić nieco bardziej niż te spotkane poprzednio. Mimo to każdy z nas dzielnie je pokonał i dotarł na przełęcz. Tam zaczęliśmy rozważać, czy ruszyć w dalszą wędrówkę –wydawała się ryzykowna ze względu na deszcz oraz gęstą mgłę znacznie ograniczającą widoczność. Jednak wspólnie podjęliśmy decyzję o kontynuowaniu drogi na szczyt w myśl hasła Rób trudne rzeczy. Z tego powodu zdobycie szczytu dało nam wiele satysfakcji.

Trzeciego dnia nadszedł czas na opuszczenie bajkowego krajobrazu i wyruszenie w długą trasę do kolejnego schroniska. Naszym celem była Chata Téryego, która leży na wysokości 2015 m n.p.m. i jest najwyżej położonym schroniskiem w Tatrach czynnym przez cały rok. Widok z tego miejsca zapierał dech w piersiach – jeziora, a wokół nich wysokie ściany skalne spowite mgłą. W odbiorze tego obrazka przeszkadzać mogła jedynie dość niska temperatura panująca na zewnątrz – ta oscylowała wokół 8°C. Tego dnia, napotykając na szlaku łańcuchy, wręcz cieszyłam się na nowe wyzwanie. Skutecznie przełamałam lęk, który odczuwałam przed rajdem.

Ostatniego dnia wędrówki mieliśmy w planie wdrapać się na najwyżej położoną przełęcz w Tatrach dostępną znakowanym szlakiem turystycznym, czyli na Lodową Przełęcz położoną na 2376 m n.p.m. Osiągnięcie tego celu pozwoliło na ustanowienie mojego rekordu wysokości. Po chwili odpoczynku wyruszyliśmy w dół. Pokonywanie tej drogi zajęło ostatnie godziny naszego rajdu.

Podsumowując, wyprawa ta wzbudziła mój apetyt na osiąganie nowych rekordów wysokości oraz potwierdziła, że warto pokonywać swoje lęki, podejmując nowe wyzwania. Ewa

Słowacja, Tatry – powrót do wspomnień z dzieciństwa. Zagranica, ale prawie jak w Polsce :) Czas na rozmowy, czas na refleksje - gorąco polecam spojrzeć na świat znad chmur. Nocleg w Chacie Téryego i wieczorna gra w mafię – bezcenne. Dzięki wszystkim towarzyszom podróży! Kornelia





autor:
dodano: 2013-09-30/ czytano: 2755



  Jak się nazywasz:
  Twój mail:
  Twój komentarz:
Przepisz kod z obrazka:


Góra strony     Strona poprzednia

Wydawca: Kościół Nowego Przymierza w Lublinie