WYWIAD
DOPIERO IPN ODKRYŁ ZABÓJCÓW MOJEGO TATY

Józef Franczak ps. „Lalek” był ostatnim partyzantem II RP. Komuniści dopadli go dopiero 21 października 1963 r. w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie. Spotkaliśmy się z jego synem Markiem urodzonym w 1958 r.

„Nie mogę powiedzieć, że znałem ojca. Nie było takiej możliwości, żeby mi go pokazano. Mam tylko jedno wspomnienie, miałem 4 czy 5 lat, był stóg zboża przy lesie. Wyszedł z niego mężczyzna, postał chwilę i poszedł do lasu. Taki zamazany obraz. Dopiero po iluś latach mama powiedziała, że to był ojciec. Nawet twarzy nie widziałem...” - opowiada syn „Lalka”.

W ukrywaniu się przed UB partyzantowi pomagała cała jego rodzinna okolica. „Ojciec miał, jak czytałem w IPN-ie, ok. 200 kwater. O tych wiedzieli ubecy, o ok. 200 innych nie mieli pojęcia.”

Najtragiczniejsza historia wiąże się ze zdradzeniem pobytu „Lalka” ubekom. Ostatnią „kwaterą” Józefa Franczaka był dom Jana Becia. „Otoczyli tatę i zginął od serii z kałasznikowa.”

Za kapusia został uznany Jan Beć. UB to nagłośniło, produkowane były nawet specjalne fakty medialne, żeby go zdyskredytować. Jednocześnie za ukrywanie „Lalka” siedział w więzieniu. Odium zdrajcy ciążyło na nim do 2006 roku.

Tymczasem zdrajcą był kto inny. „W 2006 r. IPN stwierdził, że istniał tajny współpracownik o ps. „Michał”. Był nim Stanisław Mazur, stryjeczny brat mojej mamy! Przez szosę mieszkała jego mama, bawiłem się z jego dziećmi. On był z Lublina, na Wapiennej mieszkał. Po śmierci ojca spotykałem się z TW „Michałem”. Kiedy dostałem mieszkanie w Chełmie, to jeszcze boazerię mi robił, bo trochę stolarką się parał. Był perfidny. Nic nie podejrzewałem...” - mówi  Marek Franczak.

Mazur zmarł na raka w 2000 r. Nie dożył ujawnienia prawdy.

Spotkanie z Markiem Franczakiem w Lublinie zorganizował Klub Inteligencji Katolickiej przy współpracy z Akademickim Klubem Myśli Społeczno-Politycznej „VADE MECUM”

***

Eunika Chojecka: Dlaczego Pana ojciec się nie poddał? Dlaczego, pomimo że podziemie niepodległościowe już praktycznie nie istniało, on dalej walczył z komunistami?

Marek Franczak: Liczył w dalszym ciągu na jakiś konflikt, że to się jednak załamie - ustrój narzucony siłą. Widział, co komuniści robią z Polakami i nie mógł się z tym pogodzić. I do końca postanowił być wierny swoim ideałom. Chciał wrócić do normalnego życia, cieszył się, że ma dziecko, ale niestety komuniści mu nie dali...

Jak fakt, że jest Pan synem najdłużej ukrywającego się partyzanta II RP, wpłynął na Pana życie?

W podstawówce byłem dobrym uczniem. Chciałem iść do liceum. Warunki w domu były różne, bo sama matka z dziadkiem mnie wychowywali. Dostałbym się do liceum, ale kiedy złożyłem dokumenty, kierownik powiedział mi: „Nawet nie składaj. Nie masz szans, żeby cię przyjęli”. Wiadomo dlaczego. I poszedłem do szkoły górniczej, skończyłem technikum, później do pracy i tak się to potoczyło. Kiedy byłem młodym chłopakiem, to wiadomo, jak to na wsi - chłopcy to chłopcy, tu się szarpnęli, tu się pobili trochę. I milicja mnie prześladowała. Daktyloskopia, bo włamanie gdzieś było. Na milicji byłem kupę razy, ale nic mi nie udowodniono, nie byłem karany, broń Boże. Ale żyć mi nie dali. Pałowanie to tradycyjnie było, jak tylko mnie wzięli.

A po 1989 roku?

Wydawało się, że to niby wolna Polska jest, ale pewne rzeczy było trudno przeskoczyć. Pisałem nawet do prokuratury, bo chciałem uzyskać informacje o głowie ojca. (Ubowcy po zabiciu „Lalka” odcięli mu głowę, a ciało pochowali anonimowo na lubelskim cmentarzu; władze dopiero po wielu latach wydały je rodzinie, ale bez głowy – przyp. red.) Ale wszystko było utajnione, temat tabu. Odpisał mi tylko Urząd Ochrony Państwa, że oni mieli akta dot. ojca, ale pokazali mi tylko mały fragmencik, a tam napisane, że ojciec był w partyzantce i był bandytą. Później prokurator Witkowski badał tę sprawę, ale go też odsunęli, więc się wszystko rozmydliło. Same zdawkowe odpowiedzi. Dopiero dzięki IPN-owi dowiedziałem się, kto jest winny śmierci mojego ojca. Żył nawet jeszcze jeden z tych ubeków, którzy mieli do czynienia z czaszką ojca. Mieszkał w Lublinie, ale prokuratura nie mogła go przesłuchać, bo przedstawiał zaświadczenie o złym stanie zdrowia...

Czy po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości coś się zmieniło w sprawie dochodzenia do prawdy o Pana ojcu? Jakie zostały podjęte działania?

Tak, bardzo dużo się zmieniło. Ale te dwa lata to był za krótki okres... Dopiero po 18 latach wolnej Polski, w 2007 r., został odsłonięty pierwszy pomnik ojca w rodzinnych Piaskach. W 2008 r. otrzymałem z rąk Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (nadany pośmiertnie "Lalkowi", na ręce jego syna Marka Franczaka – przyp.red.). Jest to dla mnie bardzo ważne. To jedno z najwyższych odznaczeń państwowych. I właśnie dzięki Prezydentowi Kaczyńskiemu, który docenił tych wyklętych, niezłomnych ludzi, poczuli się oni dowartościowani. On wprowadził ustawę, dzięki której mamy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Myślę, że gdyby nie Prezydent Kaczyński, dalej byłby to temat tabu. Jemu  głęboko leżało na sercu prawdziwe pokazanie żołnierzy wyklętych. Miałem okazję poznać go osobiście. Był to człowiek przemiły, o wielkim uroku osobistym.

A co się stało, kiedy Platforma Obywatelska doszła do władzy?

Mamy przykład właśnie teraz. Znowu zaczynają robić bandytów z żołnierzy wyklętych. Różne „Gazety Wyborcze” zaczynają pisać o nich paszkwile…

A jak Pan się czuł, kiedy oprawcy Pana ojca żyli w Polsce bez żadnych konsekwencji, po 1989r. dalej brali emerytury?

Mam o to  głęboki żal do państwa. Nie rozumiem, dlaczego tym zbrodniarzom, którzy tyle istnień ludzkich zmarnowali, daje się tak wysokie emerytury. Powinni brać najniższe krajowe emerytury. Niech sobie spróbują żyć, jak normalni ludzie. Niektóre ofiary żyją właśnie na tych głodowych emeryturach i zasiłkach, a ci się pławią w dostatku.

Konstatacja jest smutna. W III RP jest lepiej katom niż ofiarom...

Tak jest.           

współpraca Monika Dąbrowska




autor: MAREK FRANCZAK SYN "LALKA" W ROZMOWIE Z EUNIKĄ CHOJECKĄ
dodano: 2012-03-31/ czytano: 4439



Dziekuje za zycie podporucznika Jozefa Franczak,
to BOHATER NARODOWY, to przyklad dla pokolen.

Dziekuje Panu Markowi Franczakowi, za upamietnianie
prawdy o historii Zolnierzy Wykletych.
Czesc i Chwala Bohaterom!
Niech zyja w naszej pamieci tu i teraz, na wieki.

Synowa porucznika Teodora Deoniziak pseud. Emka z
27 Wolynskiej Dywizji Piechoty AK
Ewa Elzbieta Deoniziak 2016-03-24 15:02 (1)


  Jak się nazywasz:
  Twój mail:
  Twój komentarz:
Przepisz kod z obrazka:


Góra strony     Strona poprzednia

Wydawca: Kościół Nowego Przymierza w Lublinie